piątek, 10 stycznia 2014

Sutasz



Jednym z moich postanowień noworocznych było próbowanie w życiu wszystkiego co się da.
I poszło. Skromnie ale do przodu.
Nie był co prawda to skok na bungee czy rejs łódką przez Pacyfik ...a po prostu 'skosztowanie' techniki soutache. Już od dawna zachwycała mnie ta technika- przekolorowa, spektakularna.. wygodna i lekka.. ale jak zdążyłam się już przekonać, megaczasochłonna. Trzeba też mieć wiele cierpliwości.. mnie w trakcie pracy zaczęło jej już trochę brakować (zwłaszcza przy rozwarstwiających się sznureczkach.. :p )
Jednak po przejrzeniu wielu stron o tematyce tej techniki jednoznacznie stwierdzam, że muszę się tego nauczyć!

A oto moje guru w tej dziedzinie- Dori Csengeri ( wielu sądzi, że to właśnie ta izraelska artystka jest odpowiedzialna za sutaszową rewolucję).

Przedstawię Wam dzisiaj moje pierwsze próby,(których przedsmak pokazałam już w poprzednim poście) póki co pozostawiają wiele do życzenia ale myślę że wystarczy ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć a będzie coraz lepiej. Mam przynajmniej taką nadzieję! :)


 niestety srebrne oczko w środku odbiło aparat..







Niebawem pewnie ukażą się moje kolejne poczynania w tej technice. :)
Trzymajcie kciuki i do następnego!

Pinkuart :)








2 komentarze:

  1. To prawda, że sutaszowe początki nie są łatwe. Ale praktyka czyni mistrza. Zobaczysz, że każde kolejne dzieło będzie coraz lepsze :) Pozdrawiam i wytrwałości życzę w zabawie z sutaszem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Cię za cierpliwość. Też swego czasu chciałam się na to pokusić ale jak poczytałam tu i tam stwierdziłam, że to nie dla mnie. Nie mam tyle czasu na raz, żeby przysiąść porządnie. Bardzo podobają mi się Twoje pierwsze próby :) Życzę wytrwałości :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń